czwartek, 3 kwietnia 2014

Smutna wiadomosc: Pani dziecko najprawdopodobniej ma zespol Downa...

Pani dziecko najprawdopodobniej ma zespol downa.
Taka wiadomosc uslyszalam od poloznej w 12 tyg crazy.

Ale moze zaczne od poczatku.

Bardzo chcialam miec dziecko. W sumie zawsze sie zapieralam, ze nie, ze jestem za mloda, ale tak w srodku mialam takie pragnienie, szczegolnie kiedy widzialam kobiety z brzuszkami, z wozkami - troszke im zazdroscilam…

Kiedy zobaczylam 2 kreski na tescie, polecialam do apteki kupic nastepne i zrobilam w sumie 4 testy. Nie moglam w to uwerzyc, ale wszytskie pokazywaly dwie grube kreski. Bylam szczesliwa, ale czulam tez strach. Czy dam sobre rade, czy bede dobra mama, czy moje szczesliwe malzenstwo sie nie popsuje…czy moje dzieciatko bedzie zdrowe…miliony mysli przelatywalo przez moja glowe, do momentu kiedy powiedzialam o tej radosnej nowinie mezowi - usmiech i lzy pojawily sie na jego twarzy, przytulil mine i poiwiedzial ze teraz bedziemy prawdziwa rodzina.

Pierwsze tygodnie crazy byly cudowne. Czulam sie szczesliwa i wyjatkowa. Maz szykowal mi sniadania do lozka, kupowal owoce, kwiaty, dbal o mnie jak tylko mogl. Czulam jak wiez miedzy nami kwitnie i sie umacnia. Wzruszalo mine jak opowiadal wszystkim ze bedzie ojcem, nie przypuszalam ze bedzie sie tak cieszyl.

Na piewszej wizycie u lekarza potwierdzila sie moja ciaza i doktor zapytal czy chce robic wszystkie standardowe badania. (Zaznaczam ze mieszkam w Danii, gdzie przysluguje tylko jedno usg na cala ciaze i kilka wizyt u poloznej w pozniejszym stadium ciazy) Oczywiscie sie zgodzilam na te badania. Pare tygodni pozniej wstawilismy sie razem do szpitala na badanie krwi i pierwsze usg. Byl 12 tydzien ciazy. Nie wiem dlaczego ale bardzo sie stresowalam, nie moglam spac w nocy i mialam okropne nudnosci i wymioty. Ale bardzo sie tez cieszylam, ze po raz pierwszy zobacze moje malenstwo.

Oboje z mezem poplakalismy sie na dzwiek bicia serduszka naszej kruszynki. Byl taki malutki i robil fikolki tam w brzuszku. To bylo niesamowite uczucie. Przepiekne. Polozna przygladala sie zdjeciu, liczyla, mierzyla i uzywala jakichs terminow ktorych nie rozumialam. Ale powiedziala ze wszystko ok. Musiala jednak wpisac moje wyniki w komputer i porownac z wynikiem badania krwi, zeby ustalic czy dzidzia jest zdrowa.

Patrzylismy sie z mezem jak w obrazek w to male zdjecie klore pani nam wydrukowala. Nasze dziecko, jak to fajnie brzmi. Chyba dopierpo teraz do mine dotarlo ze nosze pod sercem drugie zycie. Ale nasze szczescie dlugo nie trwalo. Polozna po paru minutach zakomunikowala, ze niestety wszystko wskazuje na to, ze nasz maluszek ma zespol downa.

Niemoglam w to uwierzyc. Ale jak? Przeciez jestesmy z mezem zdrowi? Nikt w rodzinie nie choruje? Zawsze o siebie dbalam - to nie mozliwe. Ale pani ponownie potwierdzila ta tragiczna informacje. Kazala nam poczekac na ordynatora szpitala, zeby zdecydowac co dalej. Popatrzylam sie na meza i lzy zaczely leciec jedna za druga. Nigdy nie czulam takiego bolu, takiego smutku. Nie wiem jak to opisac. Czas czekania na tego ordynatora wydawal mi sie byc wiecznoscia. Bylam zalamana i zdruzgotana. Moje malenstwo na klore tak czekalam jest chore..

Ordynator zaprosil nas do swojego gabinetu i po chwili ciszy i patrzenia na nas, powiedzial czy wiemy co ta sytuacja dla nas oznacza, i zaproponowal mi cos co wytracilo mine jeszcze bardziej z rownowagi. Zapyalal, czy chce usunac dziecko (w Danii jest to legalne). Gdy odmowilam, zapytal czy wiem co to znaczy wychowywac chore dziecko, i czy jestem pewna swojej decyzji. Ponownie powiedzialam ze chce zatrzymac moje dziecko. Ciezko bylo mu to zrozumiec. Argumentowal to tym, ze jestem mloda, ze moge ponownie zajsc w ciaze. Ale ja kategorycznie powiedzialam, ze nie usune swojego dziecka, bo nie uznaje takiej selekcji i nie uwazam ze to sprawiedliwe, by usuwac istote, poprostu dlatego ze nie jest idealna. To byl jakis koszmar. Przed chwila dowiedzialam sie o tej smutvej prawdzie, a teraz musialam jeszcze bronic mojego prawa do zatrzymania dziecka. Mojego dziecka.

Gdy lekarz zobaczyl moj upor, odpuscil. Maz zaczal sie dopytywac na jakiej podstawie postawili ta diagnose. Okazalo sie ze badnaie klore mialam robione, w poloczeniu z usg wykazalo skale 1:200 mozliwosc syndromu downa. Czyli stanowczo za duzo jak na moje 23 lata. Dostalam mnostwo ulotek i lekarz kanal mi jeszcze raz, na spokojnie w domu przemyslec mozliwosc aborcji. Ale dla mine bylo to niedopuszczalne.

Kolejne dni byly dla mine koszmarem. Plakalam, plakalam i plakalam. Ale po paru dniach zaczelam czytac historie koblet w internecie klore wychowuja chore dzieci i zaczelam sie z tym powoli godzic…
Moj maz do samego konca uwazal, ze bedziemy mieli zdrowa dzidzie, chociaz raz przyznal, ze nawet jakby sie Samuel urodzil chory, to i tak bedzie go kochal. Bylo to dla mnie wazne. Chyba najwazniejsze. To, ze mam w nim wsparcie, bylo bezcenne. Ale jego wiara w to, ze wszystko jest wporzadku, zaczela powoli wplywac na mnie i przestalam sie zadreczac. Co bedzie to bedzie. Wiedizalam tez ze moj stress szkodzi dzidzi.  Z drugiej strony, mialam podwyzszone ryzyko urodzenia chorego dziecka - a nie 100% pewnosci ze bedzie chore. To jest roznica. Ale dla kobiety w ciazy, to sie jakby zazebia…..

Nie mowilismy nikomu o tej wiadomosci oprocz mojej mamie - ona od razu wyczula, ze cos jest nie tak. No i czekalismy… Te 6 pozostalych miesiecy zlecialy szybko - nawet sie nie obejrzalam i mialam olbrzymi brzuszek, w ktorym bylam zakochana. Ciaza zakonczyla sie przepieknym porodem…. Ale o tym moze kiedy indziej… No i moment w ktorym polozne polozyly mi malenstwo na piersi pamietam do dzis.

Polozyli malenka istotke, wazaca zaledwie 2560 g i powiedzialy:
Ma pani pieknego, zdrowego synka….




5 komentarzy:

  1. Lindo -bardzo poruszyła mnie Twoja historia.

    Dzielna jesteś kobieto!!!

    Twoją historię i Twojego maleństwa powinno się rozpowszechniać ku przestrodze wszystkich tych - którzy chcieliby niewinnego człowieka pozbawić życia. Może zastanowili by się 2 razy.. może więcej niewinnych ludzi uniknęło by egzekucji...pozdrawiam Małgosia

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję, chciałabym żeby moja historia dodała sił osobom w podobnej sytuacji. Teraz jest to dla mnie jedynie odległe wspomnienie, ale wtedy nie było łatwo. Jednak trudności uszlachetniają i uczą, więc cytując powiedzenie: co nas nie zabije to nas wzmocni, mogę powiedzieć że zawiera w sobie dużo prawdy :-)

    Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego!

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytalam ze ściśniętym żołądkiem, aż moje Jakubko się zaniepokoiło. Podziwiam waszą odwagę i wytrwałość! I nie wyobrażam sobie takiej "opieki" podczas ciąży. Śliczny synek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuje. Miłość do przyszłego maleństwa i trzymanie się zdrowych zasad w moim wypadku zaprocentowała i myślę że takich przypadków jest sporo. Jesli jestes w ciąży, to napewno czujesz tą niesamowitą więź i miłość do dzidzi która tworzy się juz od samego początku bycia w ciąży. Ja czułam to od samego początku i gdy teraz patrzę na swojego uroczego synka, nie wyobrażam sobie żeby go nie bylo :-)
      Trudności uczą i uszlachetniaja.
      Pozdrawiam ciepło

      Usuń
  4. Dzięki za link do tego postu.. aż się wzruszyłam:))Musiało Wam być ciężko później z taką myślą, że coś może pójść źle.. ale bardzo dzielni byliście i chyba to zostało wynagrodzone zdrowym maleństwem :))

    OdpowiedzUsuń